Blog
per fas et nefas
JPJarecki
13 obserwujących 161 notek 156433 odsłony
JPJarecki, 13 kwietnia 2017 r.

Takie triduum

367 0 0 A A A

1

 Znowu dzwoni komórka Judasza.

- Że co? Tak, mamo! Jest, mamo! Wrócę po dwudziestej drugiej. Nie Martw się mamo! Tak, pójdziemy do parku! Tak, pamiętam o czapce. Dobrze mamo!
Jezus wznosi oczy ku sufitowi. Żałosne są wybiegi, szyfry Judasza.

- Panie, jeszcze tylko wyślę SMS-a, przepraszam – I wysyła pomagając sobie językiem. Paluchy jak serdelki, a klawiatura taka maleńka. Ot, jeszcze jeden uparty chłopiec na służbie.
Piotr za dużo wypił. Stanął przy oknie i wypatruje. Widzę jak chwycił dechę parapetu. Aż mu palce zbielały.
- Tam ktoś jest. Krąży wokół domu!
- Piotrze, czego się lękasz, wszak jesteś wśród przyjaciół?
- Ale on krąży, krąży i krąży. Krąży i krąży i zagląda do okien.
W końcu wraca do stołu i pierwszy wyciąga rękę po kawałek pizzy. Tomasz dyskretnie przestawia butelkę. Piotr zauważa i tylko syczy bezsilnie, bo Jezus grozi mu palcem.
Zaniepokojony gadaniem Piotra wychodzę na dwór. Zapalam papierosa i rozglądam się uważnie. Cisza. Księżyc na niebie jak smutna panna młoda w pożółkłym welonie. Dziadowskie porównanie. To tylko na zmianę pogody. Nasłuchując okrążam dom, szukając śladów intruza. Nikogo nie ma. Cisza.
Z ciemności, z oddali, zza ciężkiej kotary dźwięk. Przytłumiony, skórzany, czarny. Nierozpoznawalny. I znowu ciężka, nienaturalna cisza. Żadnych psów, samochodów, telewizorów. Nawet wiatr ucichł. Gaszę papierosa.
Jeszcze jesteśmy, jeszcze siedzimy, jeszcze uśmiechamy się do siebie, gdy gaśnie światło i przez okna, przez wyrzucone żelazną pięścią drzwi wpadają ciemni. Smugi celowników, wyuczona brutalność i wrzask. Leżę z twarzą w dywanie.
- Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus? Który to Jezus?
Ledwie zdążyłem ze trzy razy odetchnąć, już ich nie było.
Zabrali. Okna wybite. Drzwi. Same szkody.
Znowu odezwała się komórka Judasza. Uciekając, porzucił ją na kanapie. Wiadomości. Skrzynka odbiorcza. Wybierz. Siedzimy teraz i spoglądamy na siebie nawzajem zdumieni.
Co robić? Gdzie biec? Dzwonić? Na stole jedzenie. Wino.
Siedzimy w milczeniu, bo o czym tu gadać? A świat ożył. Znów drą się kwietniowe koty. Szczekają psy, gonią się samochody i ludzie. Ryczą telewizory.
- Panie! Gdzie jesteś?

 2

 - Co jest? Nie popychaj mnie! Swoją kobietę popychaj! Gdzie się z łapami pchasz do mordy? Dobra, jeszcze raz opowiem, ale naprawdę ostatni raz. Sami sobie opowiadajcie, jeden drugiemu. Jak było? Normalnie było! Szedłem z tyłu. Łeb mnie tak ..., bo schlałem się uczciwie, jak wieprz. Pasuje? Nalej! Nawet go dobrze nie widziałem, ale musieli go nieźle sprać, bo co chwila się wywracał i trzeba go było batem stawiać na nogi. Nie ja. Gdzież mi do tego. 

-...
-Tłum jak to tłum. Wyli i chcieli mu dołożyć, ale ja przepisy znam. Tak. Prawda, że jednemu przywaliłem tarczą. Dobra, może i niepotrzebnie, ale pluł na mnie i wygrażał. Wiem, że trzeba tylko odpychać, ale ten łeb... I co będzie pluł, jeszcze tak obmierzłym pyskiem? Dalej to już poszło gładko, to znaczy najpierw gładko, ale dobra. Nalej Greku!
-…
-Trochę patrzyłem, ale wiatr piasek mi w oczy, bo stałem akurat pod wiatr. No i to Słońce. Słońce okrutne! Zdjąłem hełm i usiadłem w cieniu przy takiej skałce, ale mnie dowódca wypatrzył, a ja akurat, taki mój pech, zdrzemnąłem się dosłownie na chwilkę. Jak mi nie zasadzi kopa! I dalej pod te krzyże, że niby za karę mam dobijać.

- I wtedy…
- No słońce zaszło i zobaczyłem jego twarz, bo ci obok, to już byli martwi. Ale on się trzymał i patrzył na mnie z góry, i coś tam szeptał. Nie wiem, co szeptał, bo po ichniemu nie rozumiem. Znaczy takie proste rzeczy, że pić, że jeść, że…
- Milcz!
- Milczę!
- Nie! Mów, tylko pohamuj trochę język. Opowiadaj żołnierzu!
- Jak tak na mnie spojrzał, to mnie złość wzięła, bo tak jakoś patrzył, no tak jakoś inaczej niż wszyscy. Złość mnie porwała na to jego patrzenie i jak mi dali włócznię to zaraz go, ale musiałem poprawić, bo tylko mu trochę bok sprułem. Jak poprawiłem to się wygiął – coś krzyknął i zaczął się miotać. Wtedy lunął deszcz i krwią się schlapałem. Błoto, krew. Nie mogłem się pod tym krzyżem ogarnąć. Wtedy umarł.
- …
- Nic się takiego nie stało. Umarł – wiadomo, że miał umrzeć, to umarł. Odszedłem na bok, żeby się oczyścić. Zagarnąłem piasku w garści, a ten pieprzony – O ten – Ten co tam drzemie  lał wodę z dzbana. Szorowałem łapska z krwi, a już dobrze lało i ze wzgórza wszyscy zwiewali do miasta, bo pioruny zaczęły walić jak wszyscy diabli!
No to i ja pobiegłem, ale facet z pewnością już nie żył. Chociaż był z niego kawał chłopa – ale ja nie takich wielkoludów...Znam fach, to wiem.
- I twierdzisz, że z pewnością skonał, ale jednocześnie utrzymujesz, ze z nim rozmawiałeś później!
- Tak Panie, rozmawiałem i na pewno z nim, ale nie rozmawiałem, bo mnie coś tak ścisnęło. Było tak, że wracałem z burdelu i tak mi wszystko przed oczami migotało. Te cypryjskie wynalazki dodają do wina. A jak tu w burdelu nie pić? Ze sobą przynosić flaszkę? Kiedyś spróbowałem to mi taka jedna powiedziała, że może innym razem sobie do burdelu dziwkę sprowadzę? No, powalający argument!
- Do rzeczy! Do rzeczy!
- Jasne! Za twoje piję! Już mówię – Nalej!
- Do rzeczy!
- Tak. Zobaczyłem go jak szedł z dwiema kobietami i śmiali się głośno. Najpierw go nie poznałem, ale jak byli blisko, to już byłem pewny i włosy stanęły mi dęba na głowie. Żadna tam bitwa, nie ten strach! To było gorsze, poczułem się... O mało nie zlałem się w gacie. Cały się trząsłem. Jak ja musiałem wyglądać, jak tak stałem na baczność jak przed jakimś oficerem, trzęsąc się i płacząc. Podszedł do mnie, objął mnie i tak mnie gładził po głowie. I powiedział…
- ?
- Powiedział jakoś tak, jakby coś zanucił, ale nie zrozumiałem a potem już tylko powtarzał:
Bracie. Człowieku, Bracie mój… człowieku!
I tam zostałem, na tej zakurzonej drodze, spocony, na kolanach. Płakałem jak dziecko. Jak jakieś dziecko! Teraz stawiacie mi wino żebym opowiadał, to opowiadam. Tak było! Dwa razy. Dźgnąłem go włócznią dwa razy! Co teraz czuję? Nie wiem. Chyba nic nie czuję. Nalej Greku!

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • To zawsze są ci sami ludzie, panie Grzesiu. Zawsze i bez wyjątku, absolwenci szkół ponurych i...
  • Ziew. Zablokowałem tego całego "Wuja Staszka" bo już się tak zaczął uwijać, że stał się...
  • O ile wiem, zaćpał się na śmierć. A może zapił?

Tagi

Tematy w dziale Kultura